Świętego Andrzeja, patrona prawosławia. "Skasował" mi Psalm 23 z liturgii, ale za to zbiegł się z dniem, w którym - jak w każdą adwentową środę - w moim duszpasterstwie śpiewa się Akatyst ku czci Bogarodzicy.
Hymn ze Wschodu w dzień Wschodu. Wszystko na Zachodzie. W oczekiwanie na powtórne przyjście Pana wpisuje się oczekiwanie na pojednanie Wschodu z Zachodem.
Przyjdź, Pojednanie, już więcej nie zwlekaj.
...nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maryja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maryja. Pokaż wszystkie posty
środa, 30 listopada 2011
wtorek, 29 listopada 2011
laptopa to ty sobie kup
Zafascynowała mnie już jakiś czas temu starożytna idea postu nie tylko przed Wielkanocą czy Bożym Narodzeniem, ale przed każdym większym świętem czy uroczystością. Wszystkie dni wpisują się w historię zbawienia. Wiadomo, czym innym jest Triduum Paschalne, czym innym dzień św. Ojca Franciszka, zupełnie inna liga. Na pewno gdyby nie to pierwsze, nie byłoby drugiego. Ani żadnego innego.
Za 9 dni Niepokalane Poczęcie NMP. Dzień dla mnie szczególny, uroczysty rzeczywiście. Dlaczego więc nie przygotować się szczególnie, nie oczyścić ciała i ducha, żeby lepiej przeżyć tajemnicę Tej, którą na mocy przewidzianych zasług Chrystusa Bóg szczególnie wybrał. Odnaleźć coś więcej w codzienności, choćby i adwentowej.
Za 9 dni Niepokalane Poczęcie NMP. Dzień dla mnie szczególny, uroczysty rzeczywiście. Dlaczego więc nie przygotować się szczególnie, nie oczyścić ciała i ducha, żeby lepiej przeżyć tajemnicę Tej, którą na mocy przewidzianych zasług Chrystusa Bóg szczególnie wybrał. Odnaleźć coś więcej w codzienności, choćby i adwentowej.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Madryt - Fatima
Żal się żegnać ze słoneczną Hiszpanią, ale Matka Boża w
Fatimie już czeka. Do tego przepiękne portugalskie krajobrazy, które oglądamy z
okien autobusu. Na miejscu kwaterowanie i msza – w kaplicy z płaskorzeźbą,
gdzie Jezus wygląda jak dziewczynka. To dopiero początek tego, co można w
Fatimie zobaczyć. Po kolacji idziemy na nabożeństwo różańcowe, z procesją.
Klimat jest zupełnie inny niż na tym, co w Polsce nazywamy „nabożeństwem
fatimskim”, nawet mimo mojego nieprzemijającego uczulenia na stare pobożne
kobiety.
wtorek, 18 stycznia 2011
koraliki dla pań i panów
Już kilka dni temu skończyłam czytać świetną książkę. Różaniec: modlitwa Jezusowa Zachodu.
Cenna lektura. Przede wszystkim dużo mądrych słów o modlitwie, o tym jak pobożni ludzie czynili ją swoim życiem. Wbrew pozorom, niektóre "triki" są do zastosowania także przez normalnych osadzonych w XXI wieku katoli. Plus sporo o historii różańca. No, może suchych faktów dużo, w tramwaju to się źle czyta.
Całość jednak - wyraźnie dobra. I to zarówno dla tych, co koraliki przesuwają i chcą wiedzieć więcej, jak i dla tych, którym się to wydaje bezsensownym mieleniem w kółko tego samego. I tych, co im się to modlitwą do Maryi wydaje. I dla wszystkich nie-skrajnych.
Zapraszam, polecam!
Cenna lektura. Przede wszystkim dużo mądrych słów o modlitwie, o tym jak pobożni ludzie czynili ją swoim życiem. Wbrew pozorom, niektóre "triki" są do zastosowania także przez normalnych osadzonych w XXI wieku katoli. Plus sporo o historii różańca. No, może suchych faktów dużo, w tramwaju to się źle czyta.
Całość jednak - wyraźnie dobra. I to zarówno dla tych, co koraliki przesuwają i chcą wiedzieć więcej, jak i dla tych, którym się to wydaje bezsensownym mieleniem w kółko tego samego. I tych, co im się to modlitwą do Maryi wydaje. I dla wszystkich nie-skrajnych.
Zapraszam, polecam!
czwartek, 30 grudnia 2010
out
Podbijania świata ciąg dalszy, czyli w wyniku trzech przegadanych nocy ideały życiowe połączyły się z fejsbukiem.
Zbieram na szczęśliwą wieczność.
Jeśli ktoś również chciałby wieczność mieć szczęśliwą, a może uszczęśliwić ją innym, a jednocześnie ma konto na fb, zapraszam do zbierania z nami. Grupowe kapitały ponoć są lepiej oprocentowane.
A jeśli ktoś jest twardzielem i od portali społecznościowych trzyma się z daleka, zapraszam do codziennej "wpłaty": akt strzelisty.
Jeszcze jedno - w styczniu naszą szczególną intencją jest nawrócenie całego świata.
Zbieram na szczęśliwą wieczność.
Jeśli ktoś również chciałby wieczność mieć szczęśliwą, a może uszczęśliwić ją innym, a jednocześnie ma konto na fb, zapraszam do zbierania z nami. Grupowe kapitały ponoć są lepiej oprocentowane.
A jeśli ktoś jest twardzielem i od portali społecznościowych trzyma się z daleka, zapraszam do codziennej "wpłaty": akt strzelisty.
Jeszcze jedno - w styczniu naszą szczególną intencją jest nawrócenie całego świata.
środa, 8 grudnia 2010
czystsza niźli aniołowie
Niepokalane poczęcie. Dzisiaj.
W świadomości wielu "katolików" nieodróżnialne od zwiastowania. A szkoda, bo po pierwsze chodzi przecież o poczęcie Maryi, a po drugie - to wydarzenie pokazuje coś zupełnie innego.
W niezawodnym Liście do Rzymian czytamy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej. Czy Kościół wymyślił sobie dogmat, który jest sprzeczny z Pismem Świętym? Nie, nie i jeszcze raz bzdura! Maryja została zachowana od skalania grzechem na mocy śmierci Chrystusa. Odkupienia. Tego samego, przez którego odkupieni jesteśmy Ty i ja. W wieczności nie ma czasu, wszystko dzieje się w jednym wielkim TERAZ. Inna rzecz, że ani Kościół, ani żaden jego przedstawiciel dogmatów nie wymyśla. One są jak prawa fizyczne - grawitacja istniała na długo przed Newtonem, a nikt nie próbuje twierdzić, że zaczęła się za jego życia. Podobnie Niepokalanego Poczęcia NMP nie wymyślono w połowie XIX wieku. Po prostu pewność co do obserwowanego już wcześniej zjawiska wykrystalizowała się wtedy.
Dla mnie dzień Niepokalanego Poczęcia ma jeszcze inny, szczególny wymiar. Przypomina - trochę przez czytaną ewangelię, trochę przez moje własne życie - o znaczeniu wyboru. Wyboru Boga i konsekwencji tego wyboru. Choćby się waliło i paliło. A jeśli nawet zdarzy się zimna wojna, to trudnych powrotów.
Dignare me laudare Te, Virgo Sacrata,
Da mihi virtutem contra hostes Tuos
A, jeszcze rekolekcje. Były jakieś takie, że nie ma za bardzo o czym pisać. Zapraszam więc do odsłuchania na stronie DA Dominik.
W świadomości wielu "katolików" nieodróżnialne od zwiastowania. A szkoda, bo po pierwsze chodzi przecież o poczęcie Maryi, a po drugie - to wydarzenie pokazuje coś zupełnie innego.
W niezawodnym Liście do Rzymian czytamy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej. Czy Kościół wymyślił sobie dogmat, który jest sprzeczny z Pismem Świętym? Nie, nie i jeszcze raz bzdura! Maryja została zachowana od skalania grzechem na mocy śmierci Chrystusa. Odkupienia. Tego samego, przez którego odkupieni jesteśmy Ty i ja. W wieczności nie ma czasu, wszystko dzieje się w jednym wielkim TERAZ. Inna rzecz, że ani Kościół, ani żaden jego przedstawiciel dogmatów nie wymyśla. One są jak prawa fizyczne - grawitacja istniała na długo przed Newtonem, a nikt nie próbuje twierdzić, że zaczęła się za jego życia. Podobnie Niepokalanego Poczęcia NMP nie wymyślono w połowie XIX wieku. Po prostu pewność co do obserwowanego już wcześniej zjawiska wykrystalizowała się wtedy.
Dla mnie dzień Niepokalanego Poczęcia ma jeszcze inny, szczególny wymiar. Przypomina - trochę przez czytaną ewangelię, trochę przez moje własne życie - o znaczeniu wyboru. Wyboru Boga i konsekwencji tego wyboru. Choćby się waliło i paliło. A jeśli nawet zdarzy się zimna wojna, to trudnych powrotów.
Dignare me laudare Te, Virgo Sacrata,
Da mihi virtutem contra hostes Tuos
A, jeszcze rekolekcje. Były jakieś takie, że nie ma za bardzo o czym pisać. Zapraszam więc do odsłuchania na stronie DA Dominik.
środa, 1 grudnia 2010
"Heroda - głupca, co śpiewać nie umiał: Alleluja."
Zarzuca się katolikom uczynienie z Maryi bożka, "czwartej osoby Trójcy", idola... Od dwóch lat w trakcie Adwentu uczestniczę w śpiewie Akatystu ku czci Bogarodzicy. To takie wywodzący się z Tradycji Wschodu odpowiednik naszych Godzinek. Nie wiem, czy głębszy teologicznie i poetycko, bo tych ostatnich bardzo nie doceniamy. Na pewno mniej znany. A szkoda, bo wiele tłumaczy:
Wielbiąc pieśniami Twego Syna chwalimy hymnem wszyscy też i Ciebie, jako Świątynię duchową, Bogarodzico. Ten, który mieszkał w Twoim łonie trzymając w dłoni wszystkie rzeczy, Pan nasz, uświęcił Cię i uczcił i nauczył nas wołać do Ciebie (...)
Godność, wielkość Maryi istnieje tylko z powodu Jej "TAK", zgody na bycie żywą monstrancją; źródłem kultu jest - sformułowany jako pierwszy z 4 "maryjnych" dogmatów - fakt bycia Matką Boga.
i moje ulubione ostatnio:
Witaj, Ty, co ogarniasz Nieogarnionego,
(...)
Witaj, nowino sprzeciw budząca niewiernych,
Witaj, chwało nieobalona wierzących.
(...)
Witaj, Oblubienico Dziewicza!
Wielbiąc pieśniami Twego Syna chwalimy hymnem wszyscy też i Ciebie, jako Świątynię duchową, Bogarodzico. Ten, który mieszkał w Twoim łonie trzymając w dłoni wszystkie rzeczy, Pan nasz, uświęcił Cię i uczcił i nauczył nas wołać do Ciebie (...)
Godność, wielkość Maryi istnieje tylko z powodu Jej "TAK", zgody na bycie żywą monstrancją; źródłem kultu jest - sformułowany jako pierwszy z 4 "maryjnych" dogmatów - fakt bycia Matką Boga.
i moje ulubione ostatnio:
Witaj, Ty, co ogarniasz Nieogarnionego,
(...)
Witaj, nowino sprzeciw budząca niewiernych,
Witaj, chwało nieobalona wierzących.
(...)
Witaj, Oblubienico Dziewicza!
sobota, 9 października 2010
Apologia... część II
Wreszcie internet i stały do niego dostęp. Wspaniała rzecz.
Dużo spraw, przemyśleń, inspiracji w tym tygodniu. Bo i Franciszkowy "Dzień Ojca", i rekolekcje na dobry początek roku akademickiego, i tegoż początek właśnie - w zupełnie nowej rzeczywistości...
Pamiętam z wczesnoszkolnej katechezy, że nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego Różaniec dzieli się na tajemnice. Przecież wszyscy wiedzą, że Chrystus zmartwychwstał, więc co to za tajemnica. Na szczęście udało mi się uzupełnić dziecięcą wiedzę i znaleźć w tych wydarzeniach pytania, na które odpowiada tylko wiara.
I kiedy tak październikowo biegam po mieście z różańcem w kieszeni, coraz bardziej odkrywam, jak bardzo te tajemnice przenikają się ze zjawiskami, sytuacjami z mojej codzienności. Okazuje się, że o ile w życiu Chrystusa i Maryi działanie Bożej łaski było jednoznacznie przeogromne, tak też dotyczy to każdego żyjącego człowieka. Nie chcę szukać jakichś naciąganych paralel. Myślę sobie tylko, że wplatanie Różańca w codzienność dodaje jej dobrze rozumianej tajemniczości.
Dużo spraw, przemyśleń, inspiracji w tym tygodniu. Bo i Franciszkowy "Dzień Ojca", i rekolekcje na dobry początek roku akademickiego, i tegoż początek właśnie - w zupełnie nowej rzeczywistości...
Pamiętam z wczesnoszkolnej katechezy, że nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego Różaniec dzieli się na tajemnice. Przecież wszyscy wiedzą, że Chrystus zmartwychwstał, więc co to za tajemnica. Na szczęście udało mi się uzupełnić dziecięcą wiedzę i znaleźć w tych wydarzeniach pytania, na które odpowiada tylko wiara.
I kiedy tak październikowo biegam po mieście z różańcem w kieszeni, coraz bardziej odkrywam, jak bardzo te tajemnice przenikają się ze zjawiskami, sytuacjami z mojej codzienności. Okazuje się, że o ile w życiu Chrystusa i Maryi działanie Bożej łaski było jednoznacznie przeogromne, tak też dotyczy to każdego żyjącego człowieka. Nie chcę szukać jakichś naciąganych paralel. Myślę sobie tylko, że wplatanie Różańca w codzienność dodaje jej dobrze rozumianej tajemniczości.
piątek, 1 października 2010
szaleństwo
No to przyszedł. Miesiąc początku studiów, pierwszych konkretnych przymrozków i różańca.
Studia po niedzieli, w piecu bucha, można się zająć tym ostatnim.
Nastraja do rozmyślań o pobożności/duchowości maryjnej. Nastraja sam różaniec, nastrajają sympatycznie modlitewne akcje na fejsbuku i nie tylko, nastrajają dyskusje ze znajomymi... i pieśni. Dziś - w ciągu dalszym misji - dzień modlitw za zmarłych. Msza w fiolecie, procesyjne przejście na cmentarz, tam nabożeństwo jak we wszystkich zmarłych... i pieśni. Nie wiem, co napadło organistę (mam nadzieję, że nie proboszcz), ale śpiewał cały czas pieśni maryjne. I to te z grupy: "nie śpiewamy i nie pozwalamy śpiewać" (np. Serdeczna Matko).
Nie mogę pogodzić się z tym, jak wypaczana jest duchowość maryjna w powszechnym rozumieniu w polskim Kościele. I o ile jestem w stanie zrozumieć ludzi z zewnątrz, którym się wydaje (i mają rację - tylko im się wydaje), że katolicy przypisują Maryi cechy i właściwości Boga Jedynego, tak nie mogę przeboleć tego, co dzieje się w samym środku Kościoła. W zasadzie dominują dwie postawy:
1) jakby sprotestantyzowana, stawiająca Maryję gdzieś daleko od wszystkiego, ewentualnie wśród wszystkich innych świętych kobiet
2) drugi biegun - wypełnienie wszystkich protestanckich wizji - Maryja jako "czwarta osoba Trójcy Świętej" (choć czasem wymienna z Duchem Świętym), bogini-matka, która rządzi Panem Bogiem. Choćby właśnie jak w tym dwuwersie:
Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze,
Szczęśliwy, kto się do Matki uciecze.
Dlaczego dziś tak mało w Kościele duchowości maryjnej? Duchowości, nie pustej pobożności. Maryjnej, a więc otwartej na Chrystusa i wolę Ojca, działającą w Duchu. Miłości, która wiedzie aż pod Krzyż, a nie stawia barier. A jednocześnie prostego zaufania, że jak ziemska matka nie skrzywdzi dziecka, tym bardziej Ta, którą dał za Matkę sam Jezus, nie pozwoli oddalić się od Jedynego Pana.
Nie, nie słucham jedynie słusznego radia i nie mam z nim nic wspólnego. Na początku mojej drogi do Boga stanął ojciec Kolbe, który pokazał, że do Chrystusa najłatwiej dojść z pomocą Maryi. A On, jak wiadomo, jest jedyną Drogą, Prawdą i Życiem.
Studia po niedzieli, w piecu bucha, można się zająć tym ostatnim.
Nastraja do rozmyślań o pobożności/duchowości maryjnej. Nastraja sam różaniec, nastrajają sympatycznie modlitewne akcje na fejsbuku i nie tylko, nastrajają dyskusje ze znajomymi... i pieśni. Dziś - w ciągu dalszym misji - dzień modlitw za zmarłych. Msza w fiolecie, procesyjne przejście na cmentarz, tam nabożeństwo jak we wszystkich zmarłych... i pieśni. Nie wiem, co napadło organistę (mam nadzieję, że nie proboszcz), ale śpiewał cały czas pieśni maryjne. I to te z grupy: "nie śpiewamy i nie pozwalamy śpiewać" (np. Serdeczna Matko).
Nie mogę pogodzić się z tym, jak wypaczana jest duchowość maryjna w powszechnym rozumieniu w polskim Kościele. I o ile jestem w stanie zrozumieć ludzi z zewnątrz, którym się wydaje (i mają rację - tylko im się wydaje), że katolicy przypisują Maryi cechy i właściwości Boga Jedynego, tak nie mogę przeboleć tego, co dzieje się w samym środku Kościoła. W zasadzie dominują dwie postawy:
1) jakby sprotestantyzowana, stawiająca Maryję gdzieś daleko od wszystkiego, ewentualnie wśród wszystkich innych świętych kobiet
2) drugi biegun - wypełnienie wszystkich protestanckich wizji - Maryja jako "czwarta osoba Trójcy Świętej" (choć czasem wymienna z Duchem Świętym), bogini-matka, która rządzi Panem Bogiem. Choćby właśnie jak w tym dwuwersie:
Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze,
Szczęśliwy, kto się do Matki uciecze.
Dlaczego dziś tak mało w Kościele duchowości maryjnej? Duchowości, nie pustej pobożności. Maryjnej, a więc otwartej na Chrystusa i wolę Ojca, działającą w Duchu. Miłości, która wiedzie aż pod Krzyż, a nie stawia barier. A jednocześnie prostego zaufania, że jak ziemska matka nie skrzywdzi dziecka, tym bardziej Ta, którą dał za Matkę sam Jezus, nie pozwoli oddalić się od Jedynego Pana.
Nie, nie słucham jedynie słusznego radia i nie mam z nim nic wspólnego. Na początku mojej drogi do Boga stanął ojciec Kolbe, który pokazał, że do Chrystusa najłatwiej dojść z pomocą Maryi. A On, jak wiadomo, jest jedyną Drogą, Prawdą i Życiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
