czwartek, 25 listopada 2010

na Adwent przepis

...biblijno - liturgiczny:
Nadzieja. Nawrócenie. Radość.

Trzy różne sytuacje. Trzy różne kobiety:
Napisała mi:
- to nie jest tak, że nie mam nadziei, ja po prostu nie mam złudzeń
Powiedziała mi:
- u mnie jest tak ciemno, że Boga nie widać
Milcząc
przełknęła łzy i poszła w swoją stronę.

Jeśli ktoś powie, że katolicyzm to pójście na łatwiznę, że chrześcijanin to mięczak...
Nawracać się każdego dnia. Dawać innym nadzieję na radość. Oto istota.

środa, 24 listopada 2010

kruszyna

Trudno jest czytać mejle rozpoczynające się od słów: Oby Ci się nie przydało.
Słowo na dziś: kruchy. Wszystko kruche.
Ja krucha, ON kruchy, życie kruche...

A tam, gdzie prawie wszystko było prostsze, 25 C i ani myśli o śniegu. Tu - 1 C i pierwsze zauważalne opady w tym sezonie. Byle do Wiosny.

Ekshibicjonistycznie strasznie, ale dziś nie umiem inaczej.

wtorek, 23 listopada 2010

inny niż znak Jonasza

... weźmy taki przykład - kilka lat temu w jednej z podwrocławskich miejscowości kobieta umyła okno i ukazał jej się kształt... no... wierzący, ci którzy mówią, że nic nie dzieje się przypadkiem, twierdzili że to Matka Boska [sic!]. Materialiści - że płyn do szyb zostawił smugę i plama ma przypadkowy kształt. Dwa stanowiska nie do pogodzenia...
To fragment wypowiedzi prowadzącego zajęcia. Dyskusja sama w sobie była na zupełnie inny temat, nie było więc sensu się kłócić.
Objawienie z pieroga. Bójcie się Boga...
Ostatnio się przekonuję, że my - wierzący - mamy zły PR. Uważam się za katolika, jednak daleka jestem od nadawania plamom, smugom, chmurom itp. cech objawienia (czy precyzyjniej: jawienia się) Boskiego. Szukając działania Boga w świecie jestem realistą. Czy sceptykiem?

Ir-racjonalnie. Nie-rozumowo.
Bóg jest w świecie obecny realnie. Jasne, wszystko zależy od sposobu odczytania faktów. Apostołowie po wniebowstąpieniu Chrystusa "stali na ziemi i wpatrywali się w niebo". Bycie realistą nie wyklucza bycia wierzącym.
Słowo katolik nie oznacza 'nieszkodliwy wariat, schizofrenik'. Choć wielu próbuje nam to wmówić.

poniedziałek, 22 listopada 2010

trzy autentyczne piszczele św. Wojciecha

Izrael ogłasza zakaz połowu ryb w jeziorze Genezaret, doniosła mi KAI. Załamani są przede wszystkim handlarze "rybami św. Piotra", bo nie będą mogli dłużej wciskać turystom hodowlanych okoni mówiąc, że to ryby złowione w taki sam sposób, jak robili to Apostołowie.
Ciekawe, że wygląda to na nielichą atrakcję turystyczną. Podobnie jak kamień, na którym kuszony był Jezus na pustyni w kompleksie wokół jednego z polskich sanktuariów. Stąd już o krok do sianka ze żłóbka Jezusowego, szczebla z drabiny, która przyśniła się Jakubowi i czaszki św. Tomasza z okresu młodości.
Wokół sacrum szybko narasta popkulturowy, śmieciowy handelek.

Czy po zjedzeniu "ryby św. Piotra" zajmę się łowieniem ludzi dla Królestwa Chrystusa? A może zamiast?

niedziela, 21 listopada 2010

XXXIV niedziela zwykła - Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata (C)


Druga Księga Samuela.
Czytamy o Izraelitach, którzy oświadczyli Dawidowi, że są jego kośćmi i ciałem. Jego integralną częścią, nim samym. Czy kiedy uznaję Króla w Chrystusie pamiętam o tym, że ja – Kościół – jestem Jego częścią? Czy pamiętam o godności królewskiej, w której mam udział i o wynikających z tego udziału zadaniach, obowiązkach?

Psalm 122
opowiada o Pańskim domu. Nasze stopy już stoją w jego bramach, więc chyba nie mamy aż tak daleko. Ten psalm zawsze kojarzy mi się z czasem pielgrzymek. Z radością, którą czuję przekraczając bramy Jasnej Góry. Z wdzięcznością, że udało mi się pokonać to, co we mnie słabe. Ten psalm powinni śpiewać aniołowie witający świętych w niebie.

Drugi List do Kolosan.
Święty Paweł nie odpuszcza, trzyma się trudnego stylu. Może dlatego że sprawa jest wielka. Do mnie najmocniej przemawia początek: [Ojciec]uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna. Patrząc na to, co dzieje się na świecie, łatwo osądzić, że ciemność nami rządzi. A już na pewno – że do Królestwa Bożego mamy bardzo daleko. Paweł chce nas przekonać o czymś zupełnie innym – już jesteśmy członkami Chrystusa. Jego krzyż (znak niezgody i nienawiści) wprowadził między nami pokój. Trudno go odkryć, ale... dział świętych w światłości nie wziął się znikąd.

Łukasz.
Ten napis na krzyżu fascynował mnie od dzieciństwa. „INRI”. Był dla mnie znakiem jakiejś niezrozumiałej rzeczywistości, kolejnym z niewyjaśnionych (jak IHS) skrótów. Po pewnym czasie przyszła wiedza, później jeszcze kontakty z łaciną sprawiły, że nie mam problemów z rozszyfrowaniem. Dzisiaj wydaje mi się, że ta dziecięca intuicja nie była tak bardzo mylna. Wszak napis o Królu Żydowskim (czy Królu Żydów) odnosi się do totalnie niezrozumiałej rzeczywistości Chrystusa, który przyszedł na świat, do swego królestwa, jednak został niemal całkowicie odrzucony. Choć był królem, zginął żeby mnie i Ciebie do swojego królestwa przyjąć.

piątek, 19 listopada 2010

strzał w światło bramki

W miejscowej katedrze na "plecach" dalmatyk (szat liturgicznych dla diakonów) są wypisane imiona Ewangelistów. Kojarzy mi się to z nazwiskami piłkarzy na koszulkach. Z dzieciństwa pamiętam, jak piłkę na podwórku kopał "Ronaldo" czy "Zidane", pod koszem skakał Jordan, Shaq... Wczoraj do mszy służyli święci Jan i Łukasz.
Tajemnica świętych obcowania?
A może deklaracja ze strony księży diakonów?

W czyjej gram drużynie?

środa, 17 listopada 2010

jak rozpusta, to rozpusta!

Uff... 15 miesięcy, setki stron, dżyliardy literek.
Cykl W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta oznaczam jako przeczytany.
Polecam, choć nie każdemu.
Jeden z moich wykładowców skomentował wieść o tym, że skończył cykl słowem: znalazłem. Hm, można to rozpatrywać dwojako - z jednej strony jako teorię, że rzeczywiście zmarnował pół roku, z drugiej - tak, z Proustem można go odnaleźć.
To nie jest zwykła książka. Każdy, kto jest miłośnikiem konkretu i krótkich zdań się zawiedzie. Jeśli jesteś w stanie zaakceptować to, że bohater budzi się przez trzy strony albo przez 200 jest w teatrze, zapraszam do Prousta. Język też nie należy do najprostszych; mało tego - proustowskie zdania mogłyby spędzać sen z powiek niejednemu studentowi czy uczniowi zmuszonemu do narysowania wykresu przedstawiającego ich budowę, to misterna konstrukcja porównywalna z pajęczą siecią, niezliczona ilość nowych zdań składowych i oszczędzanie na wielkich literach i kropkach. No i świat przedstawiony - francuska socjeta, gmatwanina stosunków, zależności i niekończących się kolacji. Przy okazji - w okolicach 4. tomu okazuje się, że homoerotyzm był na porządku dziennym (i nocnym).
Ale nie to jest najważniejsze. Z każdym zagłębieniem się w tekst znajdujemy się jakby w innym świecie, pełnym życiowych rozważań głównego bohatera - narratora. Wybija się tu rozmyślanie o upływającym czasie z siódmego tomu, ale całość jest pełna uderzających myśl perełek.

Podsumowując: W poszukiwaniu straconego czasu to wyzwanie dla czytelnika. Warto je podjąć, bo pod maską trudności w komunikacji kryją się nieprzebrane skarby.