niedziela, 1 maja 2011

II niedziela Wielkanocna (A)

Dzieje Apostolskie
Gdyby Jezus nie zmartwychwstał, życie Apostołów wróciłoby do stanu poprzedniego. Może czasem siadaliby przy ognisku i zagryzając rybkę wspominali 3 lata z Nauczycielem. Święty Łukasz przekazuje nam jednak opis czegoś zupełnie innego - żywej wspólnoty. Dosłownie. Czy jeśli spotkanie Chrystusa przemieniło życie tych wszystkich ludzi tak bardzo, nie powinniśmy odkrywać w sobie takiej samej przemiany?

Psalm 118
kolejna z wielkich zagadek dzieciństwa - o co chodzi z kamieniem węgielnym? Zawsze kojarzyło mi się to z opałem. Potem jakiś kontakt z innym przekładem i "głowica węgła" trochę rozjaśniła spojrzenie. Z biegiem czasu dochodziła wiedza o tym, jak ważny jest narożny kamień. Odrzucony przez budujących. Łatwo odrzucić coś, co wymaga trudności, wysiłku. Czasami się jednak okazuje, że nie da się bez tego żyć.

List św. Piotra
Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia. Jego miłosierdzie jednocześnie nas strzeże. To taka polisa, działająca przez sam udział. Napędzająca się sama przez się. Nie trzeba wiele.

Jana
Pokój wam! Weźmijcie Ducha Świętego! Jezus mówi to do apostołów, ale przecież Jego pokój, Jego Święty Duch jest przeznaczony dla każdego z nas. Uwierz w Niego i miej życie.

sobota, 30 kwietnia 2011

coming out

Nie podzielam beatyfikacyjnego szału.
Nie wybieram się do Rzymu, Łagiewnik, transmisji online i telewizyjnej.
Nie mam papieskich gadżetów, nie odczuwam w sobie pobożności w jego duchu. (O ile ktoś jest w stanie go zdefiniować).

Cieszę się, że beatyfikacja to tylko zezwolenie na kult, a nie nakaz (jak w przypadku kanonizacji).
Jestem fanką Benedykta XVI. Również w wymiarze tekstów, bo encykliki Jana Pawła II są dla mnie średnio strawne.

I'm an alien, I'm a legal alien...

piątek, 29 kwietnia 2011

w rurze. hydraulik

Z dość dziwnych, średnio istotnych, powodów słuchałam wczoraj w nocy fragmentu telewizyjnego programu prowadzonego przez wróżkę. Do studia zadzwonił pan, który bardzo chciał wiedzieć, czy uda mu się przestać kłócić z żoną.
Sam pomysł zawracania tym głowy komukolwiek obcemu jest dla mnie co najmniej dziwny, ale to jakby nie moja rzecz. Zaciekawiło mnie, w jaki sposób ta pani poradzi sobie z problemem słuchacza.
(Małe wtrącenie: w żaden sposób nie ma we mnie ani krzty wiary w to, że pani "wyczytała" cokolwiek z rozłożonych kart).
Najpierw wróżka postanowiła odczytać poziom miłości wzajemnej. U obojga - co w przypadku "sprawdzania" żony przedstawiła jako zaskakujące - na początku relacji występowała wielka miłość, która z czasem przycichła. A potem szanse na dogadanie się: istnieją, ale jeszcze nie teraz. Dobra rada pani z telewizora: do końca roku najlepiej trochę się od siebie odsunąć, zająć sobą i samorealizacją, uspokoić, a na początku przyszłego roku zgoda sama przyjdzie.

Coś, czego nie pojmuję, to beztroska, z jaką ta kobieta udziela złotych porad. Na podstawie kilku ogólników (oj, mają państwo siódemki w dacie urodzenia) najpierw tych ludzi oceniła, a potem ustawiła im życie według własnego pomysłu. A co z odpowiedzialnością? Całkiem możliwe jest, że zgoda rzeczywiście przyjdzie - małżonkowie zgodnie podpiszą wniosek o rozwód za porozumieniem stron. Ile małżeństw uległo rozpadowi przez to, że jedno położyło całą nadzieję w tym, co ktoś "przeczytał" w kartach, dłoni, fusach...

A gdyby ten gość, zamiast dzwonić w środku nocy na drogą linię, kupił żonie kwiaty? A gdyby o problemach porozmawiał z nią samą, a nie obcej babie i nocnym markom z całej Polski przy okazji?
Tylko miłość jest twórcza.

czwartek, 28 kwietnia 2011

też człowiek

Doszłam dziś do wniosku, że otrzymywanie zaproszenia na święcenia kapłańskie jest prawie tak samo wzruszające, jak na ślub. Zwłaszcza jeśli przyszłego kapłana pamięta się jeszcze ze szkolnych murów.

Chyba nigdy nie przestanę zachwycać się tym, że Pan powołuje takich chłopaków z tłumu. Że o wielu z nich nikt by nie powiedział, że pójdą do seminarium, że nie odejdą w ciągu długich lat formacji. Swoją drogą, ciekawe ile par wytrwałoby ze sobą sześć czy osiem lat narzeczeństwa, i to bez "udawania małżeństwa". Z M. to akurat "zawsze było wiadomo", ale jak wielu takich gości się przez te lata gubi totalnie...

A z drugiej strony - ludzie się dziwią, kiedy ksiądz się zachowuje jak normalny człowiek. I nawet nie chodzi tu o upadki, wady, ale o zwykłe, codzienne sytuacje. Żarty, rozmowy na całkowitym luzie, uprawianie z młodzieżą sportu... Jakby to były kroczące 10 cm nad ziemią istoty, zupełnie oderwane od rzeczywistości. Kasta. Ni w ząb tego pojąć nie mogę.

Na szczęście takich księży, którzy służąc Bogu służą też człowiekowi, jest wielu. I całkiem sporo mają dobrych ludzi dookoła siebie.
Całkiem to wszystko sprytnie rozwiązane.

środa, 27 kwietnia 2011

apostołów Tobie rzesza

Utarło się wśród moich znajomych powiedzenie, że jeśli liczba wiernych na mszy jest wyraźnie policzalna, ta odprawia się ku czci czegoś lub kogoś z tą cyfrą związanego. Np. jeśli wiernych troje, msza ku czci Trójcy Przenajświętszej, dwoje - dwóch natur Chrystusa itd.

Uczestniczyłam dziś w porannej mszy. Nie wiem, jak było wcześniej, ta "mniej poranna" ku czci 12 apostołów. Plus sam proboszcz. Zabawne skojarzenia to budzi w świetle Ewangelii i Jezusa ukazującego się uczniom. Czasem sobie myślę, że wielkie dzieła Boże zaczynają się od "pracy w małych grupkach".
A najpiękniejszy widok na takiej mszy to 100% communicantes.

wtorek, 26 kwietnia 2011

pogrobowiec

Kiedyś układaliśmy ze znajomymi listę "Siedmiu sakramentów Polaka - katolika":
1. Posypanie głowy popiołem.
2. Pasterka.
3. Święcenie jajeczka.
4. Odwiedzenie Grobu Pańskiego po poświęceniu jajeczka.
5. Zapalenie znicza we Wszystkich Świętych.
6. "Przysiad liturgiczny" przy przechodzeniu przez środek kościoła i bicie się w piersi na Przeistoczenie.
7. Udział w procesji na Boże Ciało.
(Punkt siódmy powoli traci swoją pozycję na rzecz pielgrzymki do Wadowic i zjedzenia tam kremówki).
Wiadomo, że ze świętymi sakramentami ma niewiele wspólnego, ale poziom edukacji religijnej w narodzie jest jaki jest. I poczucia sacrum. Ale ja dzisiaj nie o tym chciałam, bardziej o punkcie czwartym.

Boży Grób. Przyznam szczerze, że dla mnie wszelkie te doniesienia o kontrowersyjnych instalacjach były jakimś szokiem. Odkąd pamiętam (a jajeczka święciłam od zawsze), w mojej parafii grób wyglądał tak jak się tego po grobie można spodziewać - mniej lub bardziej sztuczne kamienie, zasłony, figura zmarłego Pana Jezusa, Najświętszy Sakrament przykryty półprzezroczystym welonem. I tyle.
Od paru lat dowiaduję się, że Grób Pański w niektórych kościołach staje się miejscem aluzji politycznych. I to niezależnie od tego, że "tytuł winy" brzmiał Jezus Nazarejczyk, Król żydowski, a sam Jezus powiedział, że Jego Królestwo nie jest z tego świata. O nie, żadna monarchia! Jezusa chce się uwikłać w spory polityczne w jak najbardziej demokratycznym państwie, wolnym od okupacji (choć niektórzy uważają zupełnie inaczej. Z drugiej strony ci, co mówią o Polsce pod rzymską okupacją, Bożymi Grobami raczej się nie zajmują). W tym roku wiele takich instalacji zawierało nawiązania do katastrofy pod Smoleńskiem sprzed roku. No cóż, mnie to napawa niesmakiem. Ktoś po prostu się pogubił w tym, w jaki sposób Kościół ma zajmować miejsce w życiu publicznym. Bo że ma zajmować, to racja.
>W tym roku niektórym Bożym Grobom przybył nowy element. Sama byłam tak zdziwiona, że aż trudno mi było uwierzyć - w sąsiedniej parafii oprócz wspominanego wcześniej "typowego wystroju" w nawie znajduje się jeszcze manekin Jana Pawła II i reprodukcja papieskiego okna z fragmentem Adoro Te devote: Bym oblicze Twoje tam oglądać mógł, gdzie wybranym miejsce przygotował Bóg. Boję się zastanawiać, czy ma to oznaczać wątpliwość w "dostanie się" Jezusa do nieba. Żeby było zabawniej, kiedy oglądałam tę dekorację w Wielki Piątek wieczorem, manekin
zdjęcie dzięki uprzejmości Martucha
   Jana Pawła II na klęczkach adorował Najświętszy Sakrament; po zmartwychwstaniu wygląda, jakby adorował własne okno. (Jak dostanę prawa autorskie do fotki, to ją dołączę dla lepszego zobrazowania). Mam przeczucia, że pomysł miejscowego dziekana nie jest odosobniony.
I o ile wątpliwości teologiczne wzbudzane przez okno w ścianie grobu są jeszcze do wyjaśnienia (czy Jezus wyszedł przez okno? Czy wywietrzył po sobie? Czy św. Jan przybiegł i zajrzał przez okno i bał się wejść (Jana 20, 3-8)? a co jeśli to przez okno apostołowie wykradli ciało Pana i "cała Biblia na nic"?), tak tendencji do wpychania Sługi Bożego wszędzie, tam gdzie trzeba i nie trzeba, wyjaśnić nie umiem. O ile obcowanie świętych jest dla mnie w pełni zrozumiałe, tak to, co w Polsce się dzieje przed beatyfikacją zakrawa na jakiś obłęd.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

ludzie listy piszą. niestety

Listy Episkopatu mają wiele wad. Główną jest sposób ich docierania do wiernych, czyli najczęściej zamiast kazania. Dzisiaj słuchaliśmy listu rektora KULu i uświadomiłam sobie, że może być gorzej.
Otóż nawet jeśli biskupi nakazali coś odczytać, zazwyczaj dostosowywali się do wybranego terminu i w jakiejś części bezpośrednio nawiązywali do czytań mszalnych. List KULewski był o papieżu. Poprzednim papieżu oczywiście. O zmartwychwstaniu wspomniano tylko w ustępie o materialnym wsparciu. Szkoda gadać chyba aż.

Nie mogę tego przeboleć. Chcę myśleć o zwycięstwie JEZUSA, a nie o Janie Pawle II wciąż.

--- edycja! ---
Pogooglowałam trochę i jednak przekłamałam. Odczytano u mnie tylko połowę (połowę! 9 minut!) tego listu. W pierwszej części zdecydowanie odnoszą się do Wielkanocy. (Nawiasem mówiąc, pierwsza część jest adresowana do "Przyjaciół KUL-u", więc może i dobrze, że nie odczytywano. Nie wiem, ilu było przyjaciół na tej mszy).
Wnioski odnośnie do części papieskiej pozostają aktualne.