sobota, 6 sierpnia 2011

Niegowonice - Mrzygłód


Msza u Franciszka, proboszcz w ogłoszeniach opowiada o „pozłacanym Dzieciątku Jezus, które jest już w drodze”. Na drugi etap przychodzi do nas ks. Mikołaj, opowiada świadectwo Bożego Miłosierdzia w swoim życiu. Zdanie, które najmocniej zapadło w pamięć: W spowiedzi człowiek przychodzi do Boga jak dziecko do mamy – by Bóg ucałował go tam, gdzie boli. Na obrzeżach Zawiercia czekamy na wszystkie grupy, żeby razem przejść przez miasto – w parku śpiewy i tańce, których motywacją jest Jezus. Pod kościołem długi postój i poważne rozmowy. Idziemy na nocleg i spotyka nas niemiła niespodzianka – przechodząca dzień wcześniej pielgrzymka prawdopodobnie pozostawiła po sobie niemiłe wrażenie – nie za bardzo mamy gdzie spać. Naszą grupę wywożą kilka kilometrów do szkoły. Dajemy radę.

piątek, 5 sierpnia 2011

Osiek - Niegowonice


Pod kościół bagaże zawozimy autobusem, kierowca przewozi nas za darmo. Stopy już wczoraj narzekały na niesamowitą twardość asfaltu, po którym wciąż idziemy. Pierwszy postój w Olkuszu, tam msza w kościele św. Maksymiliana. Jeden etap idę z inną grupą, chyba nawet czuć różnicę klimatu. W Kluczach postój nieopodal Biedronki, jest szansa na zakupy. Przed wyjściem śpiewamy kolędy – to już chyba TEN moment. Śpimy w szkole, a wieczorna adoracja w kościele św. Franciszka. Całkiem to przyjemne na dominikańskiej pielgrzymce.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Rudawa - Osiek


Wstawanie pod hasłem: Potrzebuję godziny, ale jak zaśpię to i w kwadrans zdążę. Odmawiam brewiarz pod kościołem, dziewczyny w tym czasie uświadamiają naszą gospodynię, że idziemy na Jasną Górę, nie do Lichenia. Po mszy idziemy, śliwki prosto z drzewa, na postoju kiełbasa od dominikanów. Pierwsze kolejki po wodę. Drugi postój w Czernej, u karmelitów. Multum przemyśleń i wspomnień. Po drodze konferencje o błogosławieństwach. O makarios, którzy są szczęśliwi nie dlatego, że coś im się przytrafiło, ale dzięki wytrwałemu budowaniu szczęścia. O TAU, znaku sprzeciwu i płaczu wobec zła. Plus dominikanin, który o franciszkanach mówi jak dominikanin. Po drodze urodzinowy telefon do Gaby i ludzie rzucający w nas cukierkami. W Osieku nocleg i rozmowa przy kolacji – o jednym z poprzednich proboszczów, o sensie istnienia zakonów i „widzisz, dziewczyna teologię studiuje, a Ty do kościoła nie chodzisz”.

środa, 3 sierpnia 2011

Kraków - Rudawa


Udało się przed próbą zajrzeć do Ojca Franciszka, na szczęście. Potem msza na rozpoczęcie i jeszcze lekko nieogarnięci wyruszamy. Powoli poznaje się grupa, choć od razu wiadomo, że z integracją nie będzie łatwo. Tzw. wielkie błoto – dociera do nas, że rzeczywiście będziemy iść przeważającą większość drogi po asfalcie. Poruszają mnie stojące przed domami staruszki, które głęboko się wzruszają na nasz widok. Przychodzimy późno, śpimy u kobiety, która chyba niczego nie ogarnia. Wieczorna adoracja Pana, po niej Kompleta.

wtorek, 2 sierpnia 2011

L. -> Kraków


Wychodzę z domu przed szóstą. Wracam za trzy tygodnie.
Zatłoczony pociąg do Krakowa, tam łączy się cała ekipa. Trochę zwiedzania, pielgrzymkowe formalności, próba śpiewu i msza. Kazanie krótkie, o tym, że Pan jest z nami i to On nam przewodzi. Radość i dawno niewidziane uśmiechy. Śpimy na podłodze w liceum.
Nie mamy na ziemi miejsca stałego,
wciąż do nowego dążymy.

Pora wyruszyć w drogę. Najpierw na Jasną Górę, potem na wielkie święto wiary w Madrycie.
Jeżeli technika nie zawiedzie, będzie się tu coś pojawiać - czy jeszcze żyję i co o tym myślę.
(Niedzielnie będzie na pewno).
Proszę o modlitwę, żeby te wszystkie drogi zawarły się w Tym, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.

niedziela, 31 lipca 2011

XVIII niedziela zwykła (A)

Izajasza
Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do mnie. Dziwne. Czy w przychodzeniu nie ważniejsze są nogi, jakaś ogólnocielesna wola? Okazuje się, że samo przyjście i siedzenie nie wystarczy. Trzeba słuchać, i to uważnie - z nakłonionym uchem.

Psalm 145
Ktoś, kto otwiera rękę, nie pozostawia nic dla siebie, nie ma też nic do ukrycia. Bóg jest otwarty w swoim działaniu, oddaje wszystko co ma. Czyli miłość.

List do Rzymian
Nawet jeśli człowiek odejdzie, Bóg nie przestanie go kochać. Choć da wolność, a ta pozwala na działanie na własną rękę. Czym byłaby miłość bez wolności? Dlaczego więc najpierw wybieramy odejście w wolności, a potem dziwimy się, że Boga nie słychać?

Mateusza
Przypomniało mi się, jak parę dobrych lat temu na pielgrzymce zaobserwowałyśmy z koleżanką, że obecność lub brak modlitwy przed posiłkiem wpływała na nasz poziom najedzenia się. I to znacznie. Może warto - zamiast martwić się, że Pan Jezus już po ziemi nie chodzi i jedzenia nie rozmnaża, chorych nie uzdrawia i złych duchów nie wypędza, po prostu się pomodlić?