Aplikacja tygodnia: gmail mobile.
Słowo tygodnia: surogat.
Zachęta tygodnia: "Adoracja nie jest obowiązkowa, ale kto nie przyjdzie, ten z Wawrzynów".
Zniechęta* tygodnia: "Przez to Wasze burczenie w brzuchu nie mogę śpiewać".
Miejscówka tygodnia: Krosinko, pow. poznański.
Duszpasterstwo tygodnia: DA Dominik, Wrocław.
Zadanie roku: odpowiedzialność.
* właśnie wymyśliłam to słowo, bardzo mi się podoba
...nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu...
wtorek, 28 września 2010
niedziela, 26 września 2010
XXVI niedziela zwykła (C)
<wygląda na to, że działa planowanie wrzucania postów>
Kolekta.
Boże, Ty przez przebaczenie i litość najpełniej okazujesz swoją wszechmoc
Dobrze to wiedzieć. Jedyną dziedziną, której nie zaznał Chrystus w swoim ziemskim życiu, był grzech. Czasem ten mój wydaje się być wielki. Zbyt wielki. Pocieszające jest to, że jeśli w ogóle wszechmoc da się stopniować, to w przebaczeniu jest najpełniejsza.
Amos.
Napisana w VIII w. przed Chrystusem, a brzmi jak (poetycki nieco) opis współczesności. A ten fragment zaczyna się od określenia Boga słowem wszechmogący. W kontekście wygłoszonej przed chwilą kolekty brzmi zaskakująco. Znaczy trzeba uważać, żeby z wszechmocą nie igrać.
Psalm 146
Dwa tygodnie temu słyszeliśmy przypowieść o miłosiernym ojcu. Dziś konkret - opis Pana Boga, który jest takim Rodzicem (bo taka opiekuńczość się raczej z mamą kojarzy). Wszechmoc. Zrobi wszystko, by ten, kto Mu ufa, mógł czuć się spokojny i szczęśliwy.
List do Tymoteusza.
Nakazy, bardzo konkretne. Trochę jakby reakcja na wieści z pierwszego czytania i kontrast z Bogiem przedstawionym w psalmie, trochę jak wstęp do Ewangelii, którą za chwilę usłyszysz (na zasadzie: "Bo jak nie, to..."). I mocne wyłożenie tego, kim jest Bóg. Ważne, bo przypomina, że nie chodzi o sympatię "znajomych bogów wody", ale relację z Jedynym.
Łukasz.
Gorzkie owoce lekceważenia. Bo czymże innym jest ignorowanie słów proroków, z jednoczesnym założeniem nawrócenia się, gdy przyjdzie "ktoś z umarłych"? Pan Bóg mówi do mnie nieustannie. Zostawił Swoje słowo. A ja i tak nie wierzę. Bo gdyby przyszedł ktoś, kto widział na własne oczy... Ooo, to co innego. Guzik prawda.
Nie bój się, wierz tylko! (Mk 5,36)
Modlitwa po komunii
jest jakby wyciągnięciem wniosków z psalmu: uzdrawiające działanie Eucharystii. Wielka Moc jest o krok. Trzeba się odważyć.
Kolekta.
Boże, Ty przez przebaczenie i litość najpełniej okazujesz swoją wszechmoc
Dobrze to wiedzieć. Jedyną dziedziną, której nie zaznał Chrystus w swoim ziemskim życiu, był grzech. Czasem ten mój wydaje się być wielki. Zbyt wielki. Pocieszające jest to, że jeśli w ogóle wszechmoc da się stopniować, to w przebaczeniu jest najpełniejsza.
Amos.
Napisana w VIII w. przed Chrystusem, a brzmi jak (poetycki nieco) opis współczesności. A ten fragment zaczyna się od określenia Boga słowem wszechmogący. W kontekście wygłoszonej przed chwilą kolekty brzmi zaskakująco. Znaczy trzeba uważać, żeby z wszechmocą nie igrać.
Psalm 146
Dwa tygodnie temu słyszeliśmy przypowieść o miłosiernym ojcu. Dziś konkret - opis Pana Boga, który jest takim Rodzicem (bo taka opiekuńczość się raczej z mamą kojarzy). Wszechmoc. Zrobi wszystko, by ten, kto Mu ufa, mógł czuć się spokojny i szczęśliwy.
List do Tymoteusza.
Nakazy, bardzo konkretne. Trochę jakby reakcja na wieści z pierwszego czytania i kontrast z Bogiem przedstawionym w psalmie, trochę jak wstęp do Ewangelii, którą za chwilę usłyszysz (na zasadzie: "Bo jak nie, to..."). I mocne wyłożenie tego, kim jest Bóg. Ważne, bo przypomina, że nie chodzi o sympatię "znajomych bogów wody", ale relację z Jedynym.
Łukasz.
Gorzkie owoce lekceważenia. Bo czymże innym jest ignorowanie słów proroków, z jednoczesnym założeniem nawrócenia się, gdy przyjdzie "ktoś z umarłych"? Pan Bóg mówi do mnie nieustannie. Zostawił Swoje słowo. A ja i tak nie wierzę. Bo gdyby przyszedł ktoś, kto widział na własne oczy... Ooo, to co innego. Guzik prawda.
Nie bój się, wierz tylko! (Mk 5,36)
Modlitwa po komunii
jest jakby wyciągnięciem wniosków z psalmu: uzdrawiające działanie Eucharystii. Wielka Moc jest o krok. Trzeba się odważyć.
środa, 22 września 2010
uff
Czeka mnie kilka dni dyskutowania o odpowiedzialności i w ramach odpowiedzialności. Doświadczenia wskazują, że to trudny czas, bo ile głów, tyle poglądów. Często wzajemnie się wykluczających.
Dziś* - świętego Mateusza, apostoła i ewangelisty. Chrystus zakłada Kościół, każe głosić Ewangelię i wraca do Ojca. Zostawia tę kruchą strukturę w rękach niekoniecznie odpowiedzialnych ludzi. Czasem wydaje mi się, że o ile zaufanie Bogu jest zadaniem trudnym, o niebo trudniejsze jest zaufanie człowiekowi - zadanie dla Boga. Tylko.
Zaufanie Bogu. Zaufanie sobie. Zaufanie komuś innemu. Nie wiadomo, co najtrudniejsze.
* dzień się zmienia kiedy wstaje słoneczko. Wbrew pozorom jest wtorek.
Dziś* - świętego Mateusza, apostoła i ewangelisty. Chrystus zakłada Kościół, każe głosić Ewangelię i wraca do Ojca. Zostawia tę kruchą strukturę w rękach niekoniecznie odpowiedzialnych ludzi. Czasem wydaje mi się, że o ile zaufanie Bogu jest zadaniem trudnym, o niebo trudniejsze jest zaufanie człowiekowi - zadanie dla Boga. Tylko.
Zaufanie Bogu. Zaufanie sobie. Zaufanie komuś innemu. Nie wiadomo, co najtrudniejsze.
* dzień się zmienia kiedy wstaje słoneczko. Wbrew pozorom jest wtorek.
poniedziałek, 20 września 2010
"świat jest rolą, my jakby ryżem"
Diecezja legnicka, w której obecnie przebywam, świętuje dziś rocznicę poświęcenia kościoła katedralnego. Cały Kościół natomiast wspomina męczenników z Korei. Ciekawe są efekty nałożenia się tych dwóch dni liturgicznych.
Legnica to miasto na tzw. ziemiachodzyskanych wyzyskanych, przez wiele lat po wojnie stacjonowała tam Armia Czerwona - z tego powodu zwie się ją Małą Moskwą. Mieszkańcy żyją tu od 2-3 pokoleń, co łączy się z oderwaniem od tradycji, także - pobożności. Mimo wszystko możemy być spokojni o powołania - księży nam, póki co, nie brakuje.
Dziewiętnastowieczna Korea. Prześladowania chrześcijan, liczne trudności sprawiane przez władze. Piętnastoletni neofita przebywa kilkaset kilometrów, by dostać się do seminarium, wraca już jako kapłan. Aresztowany, ginie jako dwudziestopięciolatek. Wielu chrześcijan tamtych terenów nigdy nie widziało kapłana.
Cieszymy się w Polsce wolnością religijną. Jeszcze.
Daleka jestem od głoszenia rychłego końca świata, ujawniania spisków homożydomasońskich, rozdzierania szat. W trakcie wakacji obserwuję świat raczej "spoza", siedząc sobie na prowincji. Okazuje się jednak, że coraz więcej osób chciałoby pozbawić chrześcijan głosu. Udowodnić nam, że jesteśmy nielegalni. Przekonać, że neutralność oznacza ateizm.
Przedziwny list "wysyła" dziś św. Piotr*. Nakazuje być poddanym każdej ludzkiej zwierzchności - ze względu na Boga. Wcześniej jednak napomina: Postępowanie wasze wśród pogan niech będzie dobre, aby przyglądając się dobrym uczynkom wychwalali Boga w dniu nawiedzenia za to, czym oczerniają was jako złoczyńców. (1 P 2,12). To jest droga współczesnego chrześcijanina!
W swojej ostatniej zachęcie Andrzej Kim Taegon nawołuje:
Jeśli więc na tym świecie, pełnym niebezpieczeństw i utrapień, nie dostrzeżemy i nie uznamy Boga-Stwórcy, na nic się przyda nasze narodzenie, na nic nasze życie.
Skoro więc dostrzegamy Boga w utrapieniach, dlaczego nie we względnym spokoju? A jeżeli już Go dostrzeżemy, musimy żyć tak, by nasze życie się przydało. To wcale nie znaczy umartwień, biczowań i samokrzyżowań. Zwycięstwem chrześcijaństwa jest radość zmartwychwstania Chrystusa. Cieszmy się prawdziwym Życiem.
Boże, Stwórco i Zbawicielu wszystkich narodów, Ty wezwałeś do wiary naród koreański i umocniłeś go przez chwalebne męczeństwo świętych Andrzeja, Pawła i Towarzyszy, spraw, abyśmy za ich przykładem i wstawiennictwem aż do śmierci trwali w Twojej nauce.
* Liturgia Godzin, z tekstu Godziny Czytań na poświęcenie kościoła (1 P 2,1-17)
** ten fragment, podobnie jak tytuł notki, pochodzi z zamieszczonych w Liturgii Godzin Ostatnich napomnień Andrzeja Kim Taegon
Legnica to miasto na tzw. ziemiach
Dziewiętnastowieczna Korea. Prześladowania chrześcijan, liczne trudności sprawiane przez władze. Piętnastoletni neofita przebywa kilkaset kilometrów, by dostać się do seminarium, wraca już jako kapłan. Aresztowany, ginie jako dwudziestopięciolatek. Wielu chrześcijan tamtych terenów nigdy nie widziało kapłana.
Cieszymy się w Polsce wolnością religijną. Jeszcze.
Daleka jestem od głoszenia rychłego końca świata, ujawniania spisków homożydomasońskich, rozdzierania szat. W trakcie wakacji obserwuję świat raczej "spoza", siedząc sobie na prowincji. Okazuje się jednak, że coraz więcej osób chciałoby pozbawić chrześcijan głosu. Udowodnić nam, że jesteśmy nielegalni. Przekonać, że neutralność oznacza ateizm.
Przedziwny list "wysyła" dziś św. Piotr*. Nakazuje być poddanym każdej ludzkiej zwierzchności - ze względu na Boga. Wcześniej jednak napomina: Postępowanie wasze wśród pogan niech będzie dobre, aby przyglądając się dobrym uczynkom wychwalali Boga w dniu nawiedzenia za to, czym oczerniają was jako złoczyńców. (1 P 2,12). To jest droga współczesnego chrześcijanina!
W swojej ostatniej zachęcie Andrzej Kim Taegon nawołuje:
Jeśli więc na tym świecie, pełnym niebezpieczeństw i utrapień, nie dostrzeżemy i nie uznamy Boga-Stwórcy, na nic się przyda nasze narodzenie, na nic nasze życie.
Skoro więc dostrzegamy Boga w utrapieniach, dlaczego nie we względnym spokoju? A jeżeli już Go dostrzeżemy, musimy żyć tak, by nasze życie się przydało. To wcale nie znaczy umartwień, biczowań i samokrzyżowań. Zwycięstwem chrześcijaństwa jest radość zmartwychwstania Chrystusa. Cieszmy się prawdziwym Życiem.
Boże, Stwórco i Zbawicielu wszystkich narodów, Ty wezwałeś do wiary naród koreański i umocniłeś go przez chwalebne męczeństwo świętych Andrzeja, Pawła i Towarzyszy, spraw, abyśmy za ich przykładem i wstawiennictwem aż do śmierci trwali w Twojej nauce.
* Liturgia Godzin, z tekstu Godziny Czytań na poświęcenie kościoła (1 P 2,1-17)
** ten fragment, podobnie jak tytuł notki, pochodzi z zamieszczonych w Liturgii Godzin Ostatnich napomnień Andrzeja Kim Taegon
niedziela, 19 września 2010
XXV niedziela zwykła (C)
(Am 8,4-7; Ps 113,1-2.4-8; 1 Tm 2,1-8; 2 Kor 8,9; Łk 16,1-13)
Amos.
Jak często traktujemy Boże zasady jak absurdalne przepisy, które trzeba przeczekać. Jak często idę w piątek na imprezę i minutę po północy zaczynam tańczyć i pić na umór? Bohater filmu "Czekolada" umiera z przejedzenia słodyczami tuż po Wigilii Paschalnej. Oczywista, że nie wolno zapomnieć o Literze prawa. Warto jednak usłuchiwać go w Duchu. W trakcie odbywających się w Wielkim Poście rekolekcji dla dzieci, kaznodzieja powiedział, że ten czas ma być początkiem zmian, że warto nie kończyć postanowień Wielkanocą. Niektóre dzieci były przerażone - to już nigdy nie będę mógł grać na komputerze? Pół roku przed Wielkim Postem Kościół przypomina, że zawsze powinniśmy żyć godnie, nie tylko w "wyznaczonych okresach pokuty".
Psalm 113
Pan Bóg jest wywyższony, a z góry lepiej widać. Uczniom tylko się zdaje, że nauczyciel nie widzi jak ściągają. Ludziom tylko się zdaje, że Bóg nie widzi, co robią. I jak w pierwszym czytaniu dowiadujemy się, że bezbożni mogą mieć problem, tak psalmista przypomina, że jest ratunek dla ubogich.
Ile razy powiedziałeś sobie, że jesteś w czarnej D.? Ile razy nazwałeś swoją sytuację gównianą?
List do Tymoteusza.
Wydarzenia polityczne ostatnich tygodni w Polsce nie nastrajają optymistycznie. Krzyż stał się narzędziem walki politycznej, katolik to emeryt tańczący na Krakowskim Przedmieściu, a każdy, kto się sprzeciwia Krzyżowi został nazwany postkomunistą. Podział na czerń i biel, szkoda tylko, że nieprawdziwy.
Paweł zaleca, by modlić się za władzę. Za każdą władzę. Żył przecież w czasach prześladowania chrześcijan. Dzięki temu ci ostatni będą mogli wieść ciche i pobożne życie. Za dużo jest w nas nienawiści do przedstawicieli przeciwnej opcji politycznej, w zasadzie do każdego, kto myśli inaczej. Ze względu na świadectwo Chrystusa - świadectwo Krzyża właśnie - i my mamy świadczyć.
Łukasz.
Jedna z najbardziej skomplikowanych perykop. Po kolei zatem.
Rządca zmniejszając zadłużenie, wcale nie okradał swojego pracodawcy. Odcinał swoje zyski, bo na naliczanych procentach zarabiał. Cenna umiejętność - zrezygnować ze swoich zysków.
Druga ważna rzecz to oddzielenie przypowieści od tego, o co Jezusowi chodzi. A chodzi o to, że rządca był nadzwyczaj sprytny. Zorientował się, że może być trudno w przyszłości, więc zaczął mocno kombinować, żeby zapewnić sobie przyszłość. Kolejny moment odwagi - umieć wybrać ważniejsze i o to zadbać, stanąć na głowie i wygrać.
I wreszcie: nie może człowiek dwom panom służyć. Zdanie trochę Franciszkowe, ale też dotyczy każdego z nas. Nie mogę żyć na pół gwizdka, jak mówią: Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Wybór jest trudny i wymaga odwagi, ale jest też konieczny.
Amos.
Jak często traktujemy Boże zasady jak absurdalne przepisy, które trzeba przeczekać. Jak często idę w piątek na imprezę i minutę po północy zaczynam tańczyć i pić na umór? Bohater filmu "Czekolada" umiera z przejedzenia słodyczami tuż po Wigilii Paschalnej. Oczywista, że nie wolno zapomnieć o Literze prawa. Warto jednak usłuchiwać go w Duchu. W trakcie odbywających się w Wielkim Poście rekolekcji dla dzieci, kaznodzieja powiedział, że ten czas ma być początkiem zmian, że warto nie kończyć postanowień Wielkanocą. Niektóre dzieci były przerażone - to już nigdy nie będę mógł grać na komputerze? Pół roku przed Wielkim Postem Kościół przypomina, że zawsze powinniśmy żyć godnie, nie tylko w "wyznaczonych okresach pokuty".
Psalm 113
Pan Bóg jest wywyższony, a z góry lepiej widać. Uczniom tylko się zdaje, że nauczyciel nie widzi jak ściągają. Ludziom tylko się zdaje, że Bóg nie widzi, co robią. I jak w pierwszym czytaniu dowiadujemy się, że bezbożni mogą mieć problem, tak psalmista przypomina, że jest ratunek dla ubogich.
Ile razy powiedziałeś sobie, że jesteś w czarnej D.? Ile razy nazwałeś swoją sytuację gównianą?
i dźwiga z gnoju ubogiego,
by go posadzić wśród książąt, List do Tymoteusza.
Wydarzenia polityczne ostatnich tygodni w Polsce nie nastrajają optymistycznie. Krzyż stał się narzędziem walki politycznej, katolik to emeryt tańczący na Krakowskim Przedmieściu, a każdy, kto się sprzeciwia Krzyżowi został nazwany postkomunistą. Podział na czerń i biel, szkoda tylko, że nieprawdziwy.
Paweł zaleca, by modlić się za władzę. Za każdą władzę. Żył przecież w czasach prześladowania chrześcijan. Dzięki temu ci ostatni będą mogli wieść ciche i pobożne życie. Za dużo jest w nas nienawiści do przedstawicieli przeciwnej opcji politycznej, w zasadzie do każdego, kto myśli inaczej. Ze względu na świadectwo Chrystusa - świadectwo Krzyża właśnie - i my mamy świadczyć.
Łukasz.
Jedna z najbardziej skomplikowanych perykop. Po kolei zatem.
Rządca zmniejszając zadłużenie, wcale nie okradał swojego pracodawcy. Odcinał swoje zyski, bo na naliczanych procentach zarabiał. Cenna umiejętność - zrezygnować ze swoich zysków.
Druga ważna rzecz to oddzielenie przypowieści od tego, o co Jezusowi chodzi. A chodzi o to, że rządca był nadzwyczaj sprytny. Zorientował się, że może być trudno w przyszłości, więc zaczął mocno kombinować, żeby zapewnić sobie przyszłość. Kolejny moment odwagi - umieć wybrać ważniejsze i o to zadbać, stanąć na głowie i wygrać.
I wreszcie: nie może człowiek dwom panom służyć. Zdanie trochę Franciszkowe, ale też dotyczy każdego z nas. Nie mogę żyć na pół gwizdka, jak mówią: Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Wybór jest trudny i wymaga odwagi, ale jest też konieczny.
sobota, 18 września 2010
Prośba o Wyspy szczęśliwe
Pierwszy stopień na drodze kariery naukowej zaliczony. Niezaliczone natomiast walki z internetem, który pojawia się rzadko i na krótko.
Benedykt XVI pielgrzymuje na Wyspy Brytyjskie. Miałam szczęście dwukrotnie brać udział w spotkaniach z Ojcem Świętym - w trakcie jego pierwszej pielgrzymki do Polski i w ramach Światowych Dni Młodzieży w Sydney. Nie sposób tych dwóch wydarzeń porównać, jednak coś, co łączy, to cała atmosfera wokół Następcy Piotra.
Nigdy nie widziałam Jana Pawła II na żywo. Nie jestem też (delikatnie mówiąc) zwolenniczką tego całego szaleństwa, które ze Sługą Bożym się łączy. "Młyny Kościoła mielą powoli" i jakoś wcale mi to nie przeszkadza. Bawi i jednocześnie przeraża określenie "nasz papież" - jakby Benedykt XVI nie był nasz, katolicki, powszechny*...
Spotkanie na krakowskich Błoniach było przede wszystkim dobrą zabawą. Takim poznawaniem się, choć na nierównych zasadach. Co innego Sydney. Tam, po pierwsze, czuło się nastrój święta młodych ludzi z całego świata, po drugie - że ten starszy pan otoczony szpalerem ochroniarzy jest naprawdę blisko w sensie duchowym.
Dziś Benedykt XVI spotkał się z młodzieżą Zjednoczonego Królestwa. Mówił o świętości, ale... nie przypomina to niedzielnego grzmienia starego proboszcza**.
Wiecie wszyscy, jak to jest, gdy spotykacie kogoś ciekawego i pociągającego i chcecie się stać przyjacielem takiej osoby. Często macie nadzieję, że oni uznają za ciekawych i pociągających was i będą chcieli być waszymi przyjaciółmi. Bóg chce waszej przyjaźni. I gdy pewnego razu nawiążecie przyjaźń z Bogiem, wszystko w waszym życiu zacznie się zmieniać. Gdy poznacie Go lepiej, zauważycie, że chcecie odzwierciedlać coś z Jego nieskończonej dobroci w swoim własnym życiu. (...) I pewnego razu sprawy te zaczynają mieć dla was znaczenie a wy wkraczacie na drogę do stania się świętymi. (za ekai.pl)
W homilii natomiast zapewnił, że Kościół należy do nas, ludzi młodych.
Większości moich znajomych religia kojarzy się ze starymi babciami, siedzeniem godzinami w kościele. Systemem kar i zakazów, ograniczających wolność przepisów, które w dodatku zbudowane są na jakimś absurdzie. Na szczęście to skojarzenia bez pokrycia. Najtrudniejsze jest postawienie wszystkiego na jedną kartę.
Cieszę się, że Ojciec Święty stara się pokazać ludziom normalne oblicze Kościoła. Wspólnoty, w której miejsce znajduje każdy, także młody. Także ten, kogo nie pociąga duchowość mistyczno-kontemplacyjna ani oderwany od życia światopogląd. Bo oderwany od świata owszem, jest. I o to w tym właśnie chodzi.
* jak w żartach powiedziała N. - nie mój, ja na niego nie głosowałam
** taki stereotyp, mój proboszcz wcale nie jest stary
Benedykt XVI pielgrzymuje na Wyspy Brytyjskie. Miałam szczęście dwukrotnie brać udział w spotkaniach z Ojcem Świętym - w trakcie jego pierwszej pielgrzymki do Polski i w ramach Światowych Dni Młodzieży w Sydney. Nie sposób tych dwóch wydarzeń porównać, jednak coś, co łączy, to cała atmosfera wokół Następcy Piotra.
Nigdy nie widziałam Jana Pawła II na żywo. Nie jestem też (delikatnie mówiąc) zwolenniczką tego całego szaleństwa, które ze Sługą Bożym się łączy. "Młyny Kościoła mielą powoli" i jakoś wcale mi to nie przeszkadza. Bawi i jednocześnie przeraża określenie "nasz papież" - jakby Benedykt XVI nie był nasz, katolicki, powszechny*...
Spotkanie na krakowskich Błoniach było przede wszystkim dobrą zabawą. Takim poznawaniem się, choć na nierównych zasadach. Co innego Sydney. Tam, po pierwsze, czuło się nastrój święta młodych ludzi z całego świata, po drugie - że ten starszy pan otoczony szpalerem ochroniarzy jest naprawdę blisko w sensie duchowym.
Dziś Benedykt XVI spotkał się z młodzieżą Zjednoczonego Królestwa. Mówił o świętości, ale... nie przypomina to niedzielnego grzmienia starego proboszcza**.
Wiecie wszyscy, jak to jest, gdy spotykacie kogoś ciekawego i pociągającego i chcecie się stać przyjacielem takiej osoby. Często macie nadzieję, że oni uznają za ciekawych i pociągających was i będą chcieli być waszymi przyjaciółmi. Bóg chce waszej przyjaźni. I gdy pewnego razu nawiążecie przyjaźń z Bogiem, wszystko w waszym życiu zacznie się zmieniać. Gdy poznacie Go lepiej, zauważycie, że chcecie odzwierciedlać coś z Jego nieskończonej dobroci w swoim własnym życiu. (...) I pewnego razu sprawy te zaczynają mieć dla was znaczenie a wy wkraczacie na drogę do stania się świętymi. (za ekai.pl)
W homilii natomiast zapewnił, że Kościół należy do nas, ludzi młodych.
Większości moich znajomych religia kojarzy się ze starymi babciami, siedzeniem godzinami w kościele. Systemem kar i zakazów, ograniczających wolność przepisów, które w dodatku zbudowane są na jakimś absurdzie. Na szczęście to skojarzenia bez pokrycia. Najtrudniejsze jest postawienie wszystkiego na jedną kartę.
Cieszę się, że Ojciec Święty stara się pokazać ludziom normalne oblicze Kościoła. Wspólnoty, w której miejsce znajduje każdy, także młody. Także ten, kogo nie pociąga duchowość mistyczno-kontemplacyjna ani oderwany od życia światopogląd. Bo oderwany od świata owszem, jest. I o to w tym właśnie chodzi.
* jak w żartach powiedziała N. - nie mój, ja na niego nie głosowałam
** taki stereotyp, mój proboszcz wcale nie jest stary
niedziela, 12 września 2010
XXIV niedziela zwykła (C)
(Wj 32,7-11.13-14; Ps 51,3-4.12-13.17.19; 1 Tm 1,12-17; Łk 15,1-32)
Wyjście.
Sam początek. Bóg informuje Mojżesza, jak przedstawia się sytuacja w obozie izraelskim i każe mu zejść na dół. W zasadzie nie wiadomo, czego oczekuje. Nie sugeruje, jak ma postąpić. Być może trochę się obraził, mówi przecież "Zostaw Mnie w spokoju". Mojżesz najpierw przeprasza i próbuje załagodzićsprawę konsekwencje. O nie, sprawy zdecydowanie nie załagadza. Zachęcam do sięgnięcia do całości historii - zrobił bałwochwalcom niezłą rozróbę.
Wielu ludzi narzeka, że na świecie jest tyle zła, a Pan Bóg nie reaguje. Być może gdybyśmy z Nim rozmawiali, usłyszelibyśmy: "Zejdź na dół, wiesz co robić". Reakcją człowieka na zło powinno być jego zwalczanie. Dzięki św. Pawłowi już pamiętamy, że nie inaczej niż dobrem.
Psalm 51.
Całe duchowieństwo i spora część świeckich katolików odmawia go co tydzień, w piątkowej jutrzni. Taka częstotliwość sprawia, że całkiem łatwo go zapamiętać i przy-swoić.
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość. Łatwo sobie wyobrazić grzech jako przepaść, w której się gubię albo jako górę, którą usypałam między sobą a Bogiem. Mówi się też o ludziach, którzy dużo w swoim życiu namieszali, że są połamani. Wreszcie metafora zakrętu, za którym się znajduję - do tego stopnia, że Boga z mojego miejsca nie widać. Dlatego psalmista prosi o zgładzenie nieprawości. Wszystkie wyżej wspomniane formacje geologiczne czy po prostu życiowe stają się gładkie. Nie ma przepaści, zasłon, krzywo zrośniętych złamań, chowania się za zakrętem. Bóg może sprawić, że powierzchnia mojego życia będzie idealnie gładka.
List do Tymoteusza.
Święty Paweł nie ma złudzeń. Nazywa siebie pierwszym spośród grzeszników, nie ukrywa mrocznej przeszłości. W tym wszystkim okazuje się jednak Boże szaleństwo miłości. Dlaczego szaleństwo? A jak inaczej nazwać kogoś, kto bluźniercę, prześladowcę i oszczercę uznaje za godnego wiary? Nie ma co się łudzić, za jakkolwiek złego człowieka będziesz się uważać, Bóg uzna cię za godnego wiary. Więc w sumie warto się ogarnąć i samemu stwierdzić, że to nauka godna całkowitego uznania.
Święty Łukasz.
Faryzeusze wściekają się, że Jezus rozmawia z miejscowym elementem. Z jednej strony Go nie znoszą, z drugiej - chcieliby mieć Go na wyłączność. Lekka schizofrenia. Z jednej strony stawiam Panu wymagania i warunki, z drugiej - buntuję się, gdy słucha mojej woli i daje miświęty spokój.
Dwie krótsze przypowieści pokazują, że Pan Bóg się nie poddaje. Nigdy nie próbowałam zostawić na pustyni ani jednego zwierzęcia, ale myślę sobie, że 99 owiec to musi być całkiem nieogarnione stado. Zawsze się zastanawiałam, czy pasterz po powrocie nie musiał szukać którejś z tych, co zostały. Myślę sobie też, że kobieta, która zaprasza sąsiadki do domu, nie każe im siedzieć przy stole i patrzeć, ale zaraz pojawi się coś do przekąszenia, popicia... Odnaleziona drachma szybko przejdzie na własność miejscowego sklepikarza. Okazuje się jednak, że dla takiej radości warto wiele zaryzykować, czasem coś poświęcić. Bóg jest gotów zostawić wszystko, żeby mnie odnaleźć, wziąć na ramiona i wrócić do domu.
Tu kończy się krótszy fragment Ewangelii. W dłuższej wersji (chyba drugie miejsce wśród najdłuższych perykop, nie licząc Męki Pańskiej) słyszymy jeszcze przypowieść o Miłosiernym Ojcu. Boję się tu pisać cokolwiek, tak wiele kazań, rozważań i analiz tego fragmentu usłyszałam. Może to oznaczać, że to swego rodzaju "istota chrześcijaństwa w pigułce".
Choć najbardziej przemówiła do mnie lekko wywrotowa teoria, opowiedziana w trakcie burzliwego sporu ze spowiednikiem. To ja jestem ojcem, a Chrystus - marnotrawnym synem. Ode mnie zależy, czy Go przyjmę, pozwolę kochać, dać sakramenty. Jeśli się nie zgodzę, On poczeka. Zawsze czeka. Jednak do szczęśliwego końca prowadzi droga miłosiernego ojca - wyjście naprzeciw i okazanie miłości.
Wyjście.
Sam początek. Bóg informuje Mojżesza, jak przedstawia się sytuacja w obozie izraelskim i każe mu zejść na dół. W zasadzie nie wiadomo, czego oczekuje. Nie sugeruje, jak ma postąpić. Być może trochę się obraził, mówi przecież "Zostaw Mnie w spokoju". Mojżesz najpierw przeprasza i próbuje załagodzić
Wielu ludzi narzeka, że na świecie jest tyle zła, a Pan Bóg nie reaguje. Być może gdybyśmy z Nim rozmawiali, usłyszelibyśmy: "Zejdź na dół, wiesz co robić". Reakcją człowieka na zło powinno być jego zwalczanie. Dzięki św. Pawłowi już pamiętamy, że nie inaczej niż dobrem.
Psalm 51.
Całe duchowieństwo i spora część świeckich katolików odmawia go co tydzień, w piątkowej jutrzni. Taka częstotliwość sprawia, że całkiem łatwo go zapamiętać i przy-swoić.
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość. Łatwo sobie wyobrazić grzech jako przepaść, w której się gubię albo jako górę, którą usypałam między sobą a Bogiem. Mówi się też o ludziach, którzy dużo w swoim życiu namieszali, że są połamani. Wreszcie metafora zakrętu, za którym się znajduję - do tego stopnia, że Boga z mojego miejsca nie widać. Dlatego psalmista prosi o zgładzenie nieprawości. Wszystkie wyżej wspomniane formacje geologiczne czy po prostu życiowe stają się gładkie. Nie ma przepaści, zasłon, krzywo zrośniętych złamań, chowania się za zakrętem. Bóg może sprawić, że powierzchnia mojego życia będzie idealnie gładka.
List do Tymoteusza.
Święty Paweł nie ma złudzeń. Nazywa siebie pierwszym spośród grzeszników, nie ukrywa mrocznej przeszłości. W tym wszystkim okazuje się jednak Boże szaleństwo miłości. Dlaczego szaleństwo? A jak inaczej nazwać kogoś, kto bluźniercę, prześladowcę i oszczercę uznaje za godnego wiary? Nie ma co się łudzić, za jakkolwiek złego człowieka będziesz się uważać, Bóg uzna cię za godnego wiary. Więc w sumie warto się ogarnąć i samemu stwierdzić, że to nauka godna całkowitego uznania.
Święty Łukasz.
Faryzeusze wściekają się, że Jezus rozmawia z miejscowym elementem. Z jednej strony Go nie znoszą, z drugiej - chcieliby mieć Go na wyłączność. Lekka schizofrenia. Z jednej strony stawiam Panu wymagania i warunki, z drugiej - buntuję się, gdy słucha mojej woli i daje mi
Dwie krótsze przypowieści pokazują, że Pan Bóg się nie poddaje. Nigdy nie próbowałam zostawić na pustyni ani jednego zwierzęcia, ale myślę sobie, że 99 owiec to musi być całkiem nieogarnione stado. Zawsze się zastanawiałam, czy pasterz po powrocie nie musiał szukać którejś z tych, co zostały. Myślę sobie też, że kobieta, która zaprasza sąsiadki do domu, nie każe im siedzieć przy stole i patrzeć, ale zaraz pojawi się coś do przekąszenia, popicia... Odnaleziona drachma szybko przejdzie na własność miejscowego sklepikarza. Okazuje się jednak, że dla takiej radości warto wiele zaryzykować, czasem coś poświęcić. Bóg jest gotów zostawić wszystko, żeby mnie odnaleźć, wziąć na ramiona i wrócić do domu.
Tu kończy się krótszy fragment Ewangelii. W dłuższej wersji (chyba drugie miejsce wśród najdłuższych perykop, nie licząc Męki Pańskiej) słyszymy jeszcze przypowieść o Miłosiernym Ojcu. Boję się tu pisać cokolwiek, tak wiele kazań, rozważań i analiz tego fragmentu usłyszałam. Może to oznaczać, że to swego rodzaju "istota chrześcijaństwa w pigułce".
Choć najbardziej przemówiła do mnie lekko wywrotowa teoria, opowiedziana w trakcie burzliwego sporu ze spowiednikiem. To ja jestem ojcem, a Chrystus - marnotrawnym synem. Ode mnie zależy, czy Go przyjmę, pozwolę kochać, dać sakramenty. Jeśli się nie zgodzę, On poczeka. Zawsze czeka. Jednak do szczęśliwego końca prowadzi droga miłosiernego ojca - wyjście naprzeciw i okazanie miłości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)